Taka sytuacja, czyli nowe oj tam, oj tam

Za chwilę się okaże, że nie śledzę trendów, jestem gamoniem, przegapiam i nie rozumiem. Niech będzie.

Nie miałam telewizora przez osiem lat. Teraz mam, ale tak się odzwyczaiłam, że zapominam go włączać, czyli nic się nie zmieniło: od 10-ciu lat nie oglądam.



Za to słucham i słyszę. Najpierw wszyscy kwitowali wszystko słowami „oj tam, oj tam“. Nigdy tego „ojtam'owania“ nie lubiłam. Nie podobało mi się ani brzmienie ani to, że posługiwali się nim starzy, młodzi, znajomi, przyjaciele, z sensem większym lub mniejszym. Najczęściej zastępowało argument. A raczej jego brak.

OK, pewnie nie widziałam jakiejś super-śmiesznej reklamy, z której „oj tam, oj tam“ się wzięło.

Pewnie czegoś nie rozumiem, ale i tak nie lubię jak wszyscy na jedno kopyto.

Pewnie dlatego nie chodzę do kina na filmy, które wszyscy wychwalają pod niebiosa. Spokojnie czekam aż ucichną peany. Pewnie dlatego mam taką frajdę, jak z dużym wyprzedzeniem, po cichu i prywatnie, odkryję coś (np. autora), o którym wszyscy rok później mówią, że taki doskonały i przerzucają się cytatami, zaczerpniętymi z gazet. Jak mój kot lubię łazić swoimi ścieżkami, mimo że można zlecieć na łeb. Mia (mój kot) ostatnio postanowiła zrobić sobie zjeżdżalnię z dachu. Wylądowała piętro niżej. Ryzykowne, ale obawiam się, że - na jej miejscu - zrobiłabym to samo.

Ale ad rem. Kiedy już ucichło (ku chwale ciszy!)‚oj tam, oj tam' wypłynęła #taka sytuacja#.

Znowu nie wiem, skąd, bo znowu nie widziałam, nie obejrzałam, pewnie dlatego - nie zrozumiałam i dalej nie rozumiem.

Ale znowu: szał, pęd, moda, trend. Wszystko jest taką sytuacją: zdjęcie z plaży, kanapka, chrzciny i towarzyska wtopa.

Niniejszym deklaruję, że jest #taka sytuacja, że nie będę używała #takiej sytuacji.

A kiedy już ktoś zarzuci mi, że nic nie kumam, na pewno nie odpowiem „oj tam, oj tam“.
Trwa ładowanie komentarzy...